Czasem sobie wyobrażam, że potencjalny klient grafika ma taki ciekawy program dnia.
Rano, myje się, ubiera i wychodzi na zakupy. Sobota jest, trzeba kupić parę rzeczy na obiad. Udaje się więc do warzywniaka.
- Poproszę trzy kilo ziemniaków, tylko szybko bo już mi się woda gotuje i mięso mam już usmażone, a sałata już jedzie do mnie z Sosnowca (akcja dzieje się w Warszawie).
- Które? Wektor Kruchy czy Raster Półsłodki?
- Najlepiej to taki, że jak nie dojem obiadu to żebym jeszcze je miał na potem.
- Wektora mam mało. Nie będzie trzy kilo.
- To wezmę Raster, tylko niech pani wybierze najładniejsze, takie same jakie pani ma na wystawie.
- Dobrze. Nieważne. 5,50.
- Proszę pani… mam tylko 3,20 i wiem że pani w sklepie obok ma takie same ziemniaki, a nawet lepsze za 3,20. Mogę tylko tyle dać.
- Panie, 5zł i tyle mogę panu spuścić z ceny, jak się nie podoba to niech pan idzie sobie gdzie indziej.
- 3,50 mogę dać. Bardzo mi zależy na pani ziemniakach, bo mają soczyste kolory. Jak pani mi sprzeda, to mogę pani obiecać, że w przyszłe soboty też będę robił obiady z pani ziemniaków i powiem wszystkim przyjaciołom z czyich ziemniaków robiłem. Nawet dam podpis na talerzu, taki majonezem czy czymś.
- 5zł
- Proszę pani za 5zł ja mogę zamówić ziemniaki w restauracji, gdzie mi je obiorą i posolą. I wiem, że robi to jeden z najlepszych kucharzy w Polsce z pocałowaniem ręki.
- Panie, idź pan stąd.
- Niechżesz pani się nie wygłupia. 3.75 mogę dać, ale już dopłacam do tego!
- Panie 5zł albo spieprzaj pan. Czas mi zajmuje.
- Co za głupia baba! – wykrzykuje i odwraca się na pięcie.
Wychodząc ze sklepu spostrzega na ulicy straganik. Podchodzi bliżej.
- Panie, jestem biednym studentem socjologii, kup pan ziemniaka.
- To są ziemniaki?
- Najprawdziwsze proszę pana, no to zielone musi pan sobie odkroić. I uważać na tego kwiatka, żeby do wody nie wrzucić, bo sraczka murowana. Prawda Michał?
- Najprawdziwsza – odpowiedział głos zza krzaka
- Wie pan, wezmę trzy kilo.
- 2zł
- To wezmę sto kilo.
- Michał!! Dzwoń po Piotrka! A pan daj adres, to podjedziemy sejczento panu podrzucimy.
I co sobota nasz klient robił obiady ze studenckich ziemniaków, chwalił się potem kolegom z branży, że jada obiady za 3 złote w domu i zyskał wśród nich niewiarygodną popularność. I mimo, że nabawił się wrzodów i chronicznej zgagi żołądka – cieszy się, że ma co jeść. Bo nieważne czy smaczne, ważne by zapchać gardziel.
Studenci socjologii tymczasem, otworzyli własną hurtownię i skup ziemniaków i wiodą dziś bardzo dostatnie życie trując pół kraju. Pani z warzywniaka zaś, przeniosła interes do domu i handluje ziemniakami przez allegro. Robi też z nich śmieszne figurki i pokazuje na serwisach ze śmiesznymi figurkami z ziemniaków.


11 Komentarzy
tru, tru
Bo nieważne czy smaczne, ważne by TANIO.
tu muszę się wyrazić. Brawo. Piękna paralela.
So true.
Prawdziwa historia.
stary ty masz talent jeszcze do bajkopisarstwa
połowę tych słów słyszałem toćka w toćkę przez ostatnie 30 dni
pieprz grafikę, pisz powieści!
gdzie mozna te studenckie zemniaki dostac?
ale co pan poradzisz. nic pan nie poradzisz.
Lubie to;) finał piękny
matko, jakie to dołujące.
…w agencji reklamowej z wieloma klientami jest podobnie, też ciągle jęczą że za drogo, czasami wcale nie chcą płacić itd, widać taka już ich natura. pozdrawiam!
ps: nie dość, że fajnie rysujesz to fajnie piszesz.